Friday, May 11, 2007

Hillary Clinton fe

Na początku kwietnia "Nowy Dziennik" opublikował tekst, pod którym się podpisałem, a traktujący o przyłączeniu się Sen. Hillary Clinton do apelu skierowanego do polskiego premiera o przypeiszenie prac nad ustawą o zwrocie mienia zagrabionego przez wojnie przez władze PRL, głównie żydowskiego. To zwykły chwyt obliczony na pozyskanie pewnej grupy wyborców. Tymczasem sam odebrałem telefon od jednego z Czytelników - jak podkreślał - obywatela Polski i USA. Nie przebierał w słowach, nazywając Clintonową "wstrętną babą" między innymi i każąc jej zająć się sprawami Nowego Jorku. Jako obywatel polski domagał się natomiast od gazety opublikowania petycji, którą każdy (trzeba podkreślić to słowo), mógłby wyciąć i wysłać do pani senator ze stanowiskiem podobnym do tegoż Czytelnika. Kiedy zwróciłem uwagę, że jako obywatel amerykański może i osobiście też napisać swoje uwagi do swojej - z racji zamieszkania - senatorki. Tutaj już zapał trochę opadł. O świętym prawie do własności Czytelnik też pewnie zapomniał. Tak to jest czasem z pojmowaniem obywatelstwa i wynikającym z niego praw i przywilejów.

Thursday, May 10, 2007

zagraniczni korespondenci w NY

Wziąłem udział w organizowanej przez jedną z miejskich komórek wycieczce po mieście, podczas której pokazywano miejsca, które "zagrały" w filmach. Celem była promocja produkcji filmowej w Nowym Jorku. Byłem bardzo zdziwiony, jak wielu z zagranicznych dziennikarzy niewiele wie o Nowym Jorku. To dotyczyło zwłaszcza Azjatów oraz 3-osobowej ekipy telewizji Al-Arabiya. Rozumiem, że ktoś może być tu "świeżakiem", ale niektórzy z nich są tu z rok czasu. Tymczasem nie bardzo mieli pojęcie, jak dostać się do domu metrem z miejsca innego niż robią to rutynowo co dzień po skończonej pracy. A kiedy urzędniczka mówiła o miejskiej infolinii 311, kręcili ze zdumienia głowami. Nie jestem korespondentem, ale wydawało mi się, że jak ktoś tu mieszka i pisze o tym mieście powinien to wiedzieć. Pominę już fakt, że angielski co najmniej dwóch osób był bardzo łamany... Ciekawe kryteria kwalifikacji korespondentów zagranicznych.

Tuesday, May 8, 2007

Busha wpadka za wpadką


Swoją przemowę Bush zaczął od słów, że królowa bardzo dobrze zna Stany Zjednoczone. - Przecież jadała kolacje z dziesięcioma prezydentami USA. Uczestniczyła w obchodach rocznicowych w tysiąc siedemset..., eee tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym szóstym - powiedział prezydent.

Pomyłka Busha wzbudziła wśród kilkutysięcznej publiczności ogólną wesołość. Tylko królowa pozostała nieporuszona i łypała na prezydenta spod kapelusza - pisze Telegraph.co.uk. Wtedy Bush popatrzył na nią, odwrócił się do tłumu i stwierdził: ''Spojrzała na mnie dokładnie tak, jak matka patrzy na dziecko".

Przeczytaj szczegóły w Star Telegram.

Wpis z forum na "Wyborczej":
PS. Czasami odnoszę wrażenie, że Amerykanie i Polacy wybrali sobie takich
durniów na prezydentów, by mieć ubaw na kilka lat. Szkoda tylko, że kretynizm
mężów stanu jest tak kosztowny.

Wednesday, May 2, 2007

Euro2012 - euforia i rozpacz


Najpierw była niemal ekstatyczna radość. Teraz przychodzi czas na refleksję. Dla Wrocławia - jak i dla pozostałych polskich miast - organizacja mistrzostw Europy w piłce nożnej jest szansą, której nie można zaprzepaścić. Jednak dobrze wiem, jak wygląda Wrocław. To miasto stale rozkopane, pełne objazdów i robót drogowych. Kilka tygodni temu nowo otwarte centrum handlowe (zwane galerią) na pl. Grunwaldzkim należało po kilku godzinach zamknąć, ponieważ zrobiły się korki dokumentnie paraliżujące ten newralgiczny komunikacyjnie fragment miasta.
Jak wygląda dojazd na lotniko w Strachowicach wie każdy, który z tegoż korzystał. Jest położone tuż przy autostradzie, ale nie ma don niego bezpośredniego z tejże autostrady dojazdu. Trzeba się przebijać przez miasto. Już wiadomo, że wszystkie z lotnisk miast-gospodarzy Euro nie zdążą rozbudować portów lotniczych o nowe terminale - wymyślono więc prowizoryczne rozwiązanie - postawienie jakichś tymczasowych budynków. Z planu budowy 650 km autostrad rocznie już wiadomo, że w tym roku wybudowanych zostanie kilometrów 7 (słownie: siedem). Trzeba czym prędzej zmienić przepisy, które pozwoliłyby na budowanie autostrad. Ułomne prawo przetargowe każą czekać na wynik odwołania od decyzji dotyczących przetargu, a budowa stoi.
Politycy-decydenci nie tracą dobrego humoru - powstał komitet organizacyjny z premierem na czele i połową rządu i na razie tyle. Tymczasem każdy mijający dzień to dzień stracony. Tu się trzeba ostro zabrać do roboty. Według niektórych analityków ekonomicznych, z typową polską organizacją możemy te mistrzostwa zorganizować tylko w ten sposób, żeby minimalizować stopień kompromitacji. Oby było inaczej...

Tuesday, May 1, 2007

ignorancja i niedbalstwo

Nie pierwszy raz zdarza mi się natrafić w polskiej prasie na dziwolągi słowne związane z nazwami obcojęzycznymi. Z racji swojego zawodu najczęściej natrafiam na tego typu "kwiatki" w serwisie Polskiej Agencji Prasowej, a za ich pośrednictwem oryginały wiadomości - nierzadko bez korekty - trafiają na portale internetowe, np. Gazeta.pl. Ostatnio przeczytałem w "Polityce", że ktoś tam urodził się i wychował na "amerykańskim Long Island". Co to ma w ogóle znaczyć? Tomasz Zalewski z PAP pomylił nazwisko znanego w Nowym Jorku właściciela nieruchomości i zamiast Larry Silverstein napisał Silberstein. Ale właściwie who cares? Przeszło przzez korektę, bo właściwie dlaczego miałoby nie przejść. Przecież korektorka nie musi znać "zagranicznych" nazwisk. Swojego czasu poirytowany takimi błędami napisałem e-mail do "Polityki". To był numer, w którym znalazłem 3 takie "michałki". Odpowiedź dostałem miłą, że zwrócą na to uwagę.
Albo w "Dzienniku" - nie odróżniają Waszyngtonu od stanu Waszyngton, pisząc o miejscowości Tacoma pod Waszyngtonem :) Długo nie zapomne też, jak polska dziennikarka Reutersa pomyliła w angielskojęzycznej depeszy powstanie warszawskie z powstaniem w getcie. Ale to już inna para kaloszy. Według mnie puszczanie takich bąków to jest po prostu ignorancja dla czytelnika i kompromitacja dla gazety. To tak jakby ludzie w Polsce w znajmości świata i języka angielskiego zatrzymali się na "Senkju". Ale co zrobić, kiedy dziś każdy może być dziennikarzem...

Friday, April 27, 2007

Nie rozumiem Geremka


Z zasadami lustracji można się nie zgadzać, jednak ustawę uchwalił demokratycznie wybrany przez wszystkich Polaków Sejm, podpisał prezydent, a więc jest ona obowiązujących wszystkim prawem.

Prof. Bronisław Geremek zdecydował się na nieskładanie oświadczenia lustracyjnego. Według niego przepisy lustracyjne naruszają zasady moralne i mają na celu poniżenie ludzi niejednokrotnie ogromnie zasłużonych dla Polski. Jego argumentem jest też fakt złożenia już oświadczenia przed 3 laty, kiedy wybierano go do Parlamentu Europejskiego.
Obowiązująca obecnie nowa ustawa lustracyjna nie jest pozbawiona wad, ale jest prawem, które przeszło całą ścieżkę legislacyjną, od sejmowej komisji poprzez Sejm i Senat. Na każdym z tych etapów był czas na zabranie głosu i wyrażenie sprzeciwu. Nie rozumiem, jak osoba tak zasłużona dla polskiej demokracji otwarcie deklaruje pogardę dla mechanizmów tejże demokracji i ustanowionego przez nie prawa, gdy weszło już ono w życie.
Jestem w stanie zrozumieć, że prof. Geremek chciał zwrócić uwagę na niesprawiedliwe zapisy w prawie lustracyjnym, ale wiem też, że mógł to uczynić zwołując na przykład konferencję prasową, zwracając uwagę na ułomność tychże przepisów, ale - ostatecznie - ostentacyjnie podpisując oświadczenie lustracyjne.
Zdecydował się zrobić inaczej, świadom konsekwencji swojego wyboru, czyli utraty mandatu. Przy okazji zaangażował w swoją obronę kolegów z europarlamentu, którzy - obawiam się - niewiele z idei lustracji rozumieją. Decyzję tę szanuję, choć nie rozumiem, dlaczego postąpił akurat tak.
Marcin Poznań

Monday, April 2, 2007

LOT wyprowadza się z Manhattanu


Polskie Linie Lotnicze LOT likwidują swoje biuro na 5 Ave. i przeprowadzają się na Queens. Od kwietnia będą zajmować jedno z biur w biurowcu przy Queens Blvd. na Forest Hills. Na zdjęciu: 500 5 Ave. - w tym wysokim budynku (na drugim planie) przy Bryant Parku za biblioteką miał do niedawna swoje biuro LOT.
Photo by Marcin Poznań